Kategorie
Salonik poezji

Wierszyk w samo południe.

Kiedyś koleżanka Zuzler, Napisała mi w komentarzu, że były już wiersze wieczorne, poranne i nocne, a brak jest wiersza południowego, lub jak kto woli popołudniowego no to wymyśliłem 😀

Wierszyk w samo południe.

Gdy noc się kończy i za oknem cudnie,
otwierasz oczy i stwierdzasz,
że to już południe.
I gdy w twej głowie myśl ta już zalega,
mówisz sobie:
Ech, Ale mnie spił tem mój kolega.

Kategorie
Salonik poezji

Zastanów się nad sobą.

I znów mamy nowy dzień, zapasem majówka, a ja sobie tak siedzę i myślę i wpadł mi do głowy poniższy wierszyk. Do jego napisania, skłoniły mnie pewne wydarzenia, mające miejsce całkiem niedawno.

Zastanów się nad sobą!

tyle w nas zawiści, ile na drzewach liści.
Tyle każdy w sobie nosi złości, A brak mu zwykłej ludzkiej miłości.
Tyle zła wokół nas, czy zmieni to czas?
To wszystko siedzi w każdym człowieku, dla czego tak jest?
Tego nie wie nikt, bo tak jest od wieków.
I gdy słowa tego wiersza powstają z niczego,
Zastanów się nad sobą, ty koleżanko
i ty kolego.
Bo kiedyś być może wspomnisz moje słowa
I okaże się, że już zapóźno na to,
żeby zbudować coś od podstaw,
Tak po prostu, od nowa.

Kategorie
Salonik poezji

Fałszywa wiara!

Od taki wierszyk z powietrza.

Fałszywa wiara

Mówimy sobie, kocham cię,
a tak naprawdę, oszukujemy się.
Mówimy sobie, zależy mi na tobie,
a tak naprawdę, inne myśli goszczą w naszej głowie.
Mówisz mi, że tylko ze mną wszystkie noce i dnie,
a tak naprawdę już dawno nie ma cię obok mnie.
Mówisz mi, że tylko ja i ty,
a na koniec, zostają tylko smutne sny.

Kategorie
Biografia - nie biografia

Biografia, nie biografia – Martyna suplement 2 zmierzający ku bolesnemu końcowi, który pokazuje, jaką małą wartość mają ludzkie uczucia.

Ten wpis także nie da się zawrzeć w jednym dużym epistole, ponieważ sporo jest tego, co chciałbym przekazać na łamach mojego bloga, a dawno nic już tutaj nie pisałem. Przez ten czas, nazbierało się tego co nie miara. Zaczynając więc koniec opowieści, zapraszam zainteresowanych do lektury w której będzie się działo oj będzie. Obecny wpis, wypadało by rozpocząć słowami piosenki Kazika, która swojego czasu, była wielkim przebojem i była maglowana przez wiele stacji radiowych: "No i stało się, stało się, to co miało się stać. Noż Kurwa jego mać"! Niestety, ale łagodniejszy początek po prostu tutaj nie pasuje. To chyba już naprawdę ostatni wątek z cyklu biografia nie biografia, ponieważ życie właśnie dzisiaj dopisało wspomniany koniec. Obudziłem się rano i jakoś coś wzięło mnie jak nigdy na sprzątanie mieszkania. Ki czort? Ale na odpowiedź nie musiałem długo czekać, bo tylko kilka godzin. Siedzę ja sobie przy komputerze i zastanawiam się co tu dzisiaj ze sobą począć, bo przecież Martyna milczy, nie odbiera moich telefonów itp. Kiedy nagle, kukułka mojego huawey’a oznajmiła mi, że właśnie przyszedł sms. Dzień wcześniej, była u mnie przyjaciółka, której opchnąłem laptopa i myślałem, że to ona pisze, o wrażeniach itd. Laptop był dość fajny z różnymi wodotryskami, które kobiety patrzące na wygląd i przeróżne wizualne detale, uwielbiają, bo m.in. miał podświetlaną klawiaturę. Biorę więc mojego hu do ręki a tam, sms i owszem, ale nie od przyjaciółki, a od Martyny. "Będę za dwie godziny". Przyznam, że po pierwsze bardzo mnie zdziwił tak lakoniczny sms bo co to znaczy: "Będę za dwie godziny"? A gdybym ja w tym czasie był np w Krakowie? Normalnie, to pisząc smsa, prócz przybliżonego czasu, określa się też miejsce gdzie miałbym ewentualnie na kogoś takiego czekać. A zatem, sms taki powinien brzmieć: Będę za dwie godziny, siedź w domu, albo będę za dwie godziny czekaj na dworcu pod zegarem. Tym czasem, "będę za dwie godziny" i nic więcej. Postanowiłem gwoli uściślenia, zadzwonić do niej i co? Poczta głosowa, a zatem, nadal jest blokada na moim numerze. Zadzwoniłem więc do niej z innego telefonu, ale i tu skutek był podobny, ponieważ nie odbierała telefonu. Kiedy odłożyłem słuchawkę, zadzwonił wreszcie telefon. Myślę sobie, pewnie Martyna oddzwaniai odebrałem, a w słuchawce głos automatu: "Nie mogę rozmawiać, prowadzę samochód". Wiadomość się skończyła i połączenie zostało przerwane. Czas jakiś jeszcze stałem ze słuchawką w ręce, zastanawiając się, jakim cudem Martyna mogła prowadzić samochód skoro nie ma prawa jazdy,nie pracuje, a zatem nie ma kasy, nie pracuje, a zatem nie ma ubespieczenia jakby coś i w ogóle nie ma kasy na nic, a mimo to, przeżyła te 3 miesiące jak? O to jest pytanie. Ale zacznijmy od początku. Kiedy myślałem, że przeprowadzka do Wrocławia wreszcie ustabilizuje nasze życie, Jakże się pomyliłem. Po udanej przeprowadzce, po jakichś trzech dniach Martyna powiadomiła mnie, że musi wracać na mazury, bo dzwoniła jej matka i powiedziała jej, że ponoć jej babcia miała jakiś tam wypadek. Przewróciła się czy coś? tego nie wiem. Owszem, Martyna w łazience przeprowadzała w trakcie toalety jakąś rozmowę telefoniczną, której nie słyszałem dokładnie bo jednak nie wypadało mi stać pod drzwiami i podsłuchiwać, ale z tego co słyszałem, Martyna była dość wzburzona. Powiedziała mi też, że jej braciom w niemczech sąsiedzi zalali łazienkę i poprosili ją, żeby przyjechała im pomóc bo oni nie bardzo mają czas, żeby to ogarnąć bo mają sprawy firmy na głowie, czy Martyna nie mogłaby przyjechać itd. Następnego dnia rano, Martyna leżąc obok mnie w łóżku, zamówiła busa do niemiec, który przyjechał dość szybko. Miała tylko godzinę na spakowanie się i w drogę. Wszystko to, miało miejsce przed świętami Bożego narodzenia. Obiecała mi, że przed sylwestrem wróci, żebyśmy mogli ten nowy rok, a ściślej mówiąc, jego początek spędzić razem, ponieważ jak stwierdziła, prosto z tych niemiec, razem z braćmi, będzie jechała na mazury, żeby święta spędzić z rodziną. Wszystko byłoby ok gdyby nie pewne wydarzenia mające miejsce w trakcie jej nieobecności. A zatem, spakowała malutki plecak, pożegnała się ze mną i wsiadła do busa. Jakiś czas po jej wyjeździe dostałem na messengera ciekawą rozmowę od jej kuzyna, którą pozwolę sobie tutaj przytoczyć. Oczywiście nie całą, ale najciekawsze linijki i oczywiście bez imion, prócz pewnego Dawida, który w tej rozmowie ma kluczowy udział. A o to ona: "Kuzyn Martyny:
No a Ty to kto dla niej?
Pewien Dawid
Jej niedoszły chłopak I kolega z pracy
Kuzyn martyny:
Hmmm, Martyna podobno jest w Grajewie
Pewien Dawid
co ty gadasz a miała być we Wrocławiu?
Kuzyn Martyny:
Miałabyć, ale podobno coś tam się stało w rodzinie, że musiała podobno pojechać do Grajewa.
Pewien Dawid:
to powiedz żeby odezwała się do mnie bo się martwię o nią
Kuzyn Martyny:
No dla mnie też to wszystko jest to dziwne, no ale wiesz, co ja moge. Ona jest dorosła, więc chyba wie co wyprawia.
Tzn znam Krzyśka z Wrocławia, wporządku człowiek, ale czy rzeczywiście ona chce z nim być, nie wiem.
pewien Dawid:
Aha spoko to ona do chłopaka jechała a nie do lekarza no spoko Fajnie to usłyszeć Szok, ona jest dwu licowa Dobra nie ważne odezwij się do niej i powiedz że martwię się o nią
Kuzyn Martyny::
No a kiedy ona Tobie mówiła, że chce z tobą być? Kiedy się widzieliście?
Pewien Dawid:
Przed wyjazdem No i po przyjeździe mieliśmy się spotkać, Nawet na święta
Kuzyn Martyny:
Podobno ona ma się przenieść do Wrocławia, słyszałeś o tym?
Pewien Dawid:
No tak pomagałem jej się pakować
Kuzyn Martyny:
No a co z jej pracą? Zwolnili ją, czy sama odeszła?
Pewien Dawid:
Sama odeszła
Kuzyn Martyny:
No a kiedy miała wrócić z tego Wrocławia?
Pewien Dawid:
Nam o pół roku. No i na święta miała być tu. Masakra zawiodłem się na niej. A tak jej pomagałem szok
Kuzyn Martyny
Weź coś więcej jeszcze opowiedz.
Pewien Dawid
A co mam jeszcze nasz seks ci opowiedzieć? masakra". Reszta rozmowy to już insza inszość. Czy ja zawsze muszę mieć pecha do kobiet? Czy to się nigdy nie skończy? Czy są na tym świecie jeszcze jakieś kobiety, które warte są cokolwiek? CDN.

Kategorie
Salonik poezji

Dialog między ziemią, a niebem.

Każdy ma swoje przemyślenia na temat, co byłoby gdybyśmy odeszli z tego świata i czy czy ci, którzy odeszli faktycznie nas słyszą kiedy się do nich mówi? Mnie kiedyś też naszły tego typu przemyślenia i stąd poniższy wiersz.

Dialog między niebem a ziemią:

Co by było gdyby nie było mnie?
Co by było gdyby nie było cię?
Kto to wie?
my czy wy?
A może reszta świata co rękę podnosi na swego brata?
Co by było gdyby nie było mnie?
co chcesz żeby było, zanim świat skończy się?
Każdy dąży do jakiegoś celu,
ale dociera tam nie wielu.
Czy chcesz iść w stronę światła,
które tam na końcu gdzieś widnieje?
nie! ty nie chcesz tam iść.
Boisz się świata i tego,
że cię ktoś wyśmieje.
A jednak idziesz tam niestródzenie,
bo wiesz, że tam jest miłość boża
i wieczne zbawienie.
To niebo się przed tobą otwiera,
co robisz ty? Ty, wchodzisz a ciało twe umiera.
Nie widzisz już krzywdy tych, co na ziemi zostali, Niech świat grom pochłonie,
niech się spali!
mi tu dobrze wśród aniołów w niebie,
chcesz? to chodź!
teraz ja, wołam ciebie.
A może nie chcesz tu być?
może wolisz tam na ziemi, wśród kłamstwa i obłódy tkwić? chcesz? Przecież życie na ziemi to udręka.
Brat zabija brata!
"niech mu uschnie ręka!"
chodź tu do nas do nieba! Nie martw się!
innych też ściągniemy, jak będzie potrzeba.

Kategorie
Salonik poezji

Moje miasto.

Tym razem wiersz, który wpadł mi do głowy jakieś 12 lat temu, kiedy za oknem rozszalała się ogromna burza, a ja siedząc sam w swoim pokoju, wobrażałem sobie, jak to jest, kiedy gdy, w takiej ulewie i nocą może czuć się ktoś, kto nie ma nikogo na świecie, kto jest zupełnie sam. Pierwsze wersy wpadły mi w momencie potężnego błysku i niemal rozwalającego szyby w oknach grzmotu. Możnaby powiedzieć, że to rozładowanie atmosferyczne, jakoś mnie tam natchnęło. Aż dziw, jakie czasami okoliczności towarzyszą powstawaniu niektórych moich wierszy. Gdyby dzisiaj, naszła mnie wena, moje wiersze wyglądałyby nieco inaczej. Wiersze z tamtych czasów z perspektywy czasu, że tak to nazwę, są zbyt proste i zbyt nijakie, ale to moje zdanie. Myślę, że dzisiaj byłyby nieco dojrzalsze. Może jeszcze kiedyś najdzie mnie chęć coś napisać. Może jeszcze kiedyś ponownie Błyśnie, trzaśnie i powstanie wiersz.

Moje miasto.

Ulicami mego miasta idzie dziewczyna zagubiona.
Trochę smutna, trochę zamyślona, a tu miasto nocą okryte, gdzież jest me szczęście ukryte? Ulicami mego miasta idzie dziewczyna miła, idzie i szuka szczęścia, które gdzieś zgubiła. Hej! dziewczyno! krzyczy jakiś głos z daleka, a tu drzewa i szumiąca rzeka,Hej! Przystanęła zapłakana. Hej to ja! Tu jestem ma ukochana! Chodź do mnie ma jedyna i kochaj mnie tak, jak matka kocha syna.

Kategorie
Salonik poezji

Chciałbym

Witajcie.

Tak sobie siedzę i przeglądam swoje przeróżne zbiory i wpadł mi w ręce jeszcze jeden wierszyk z dawnych czasów. Choć nie tak odległych, bo z końca lat 90tych, ale stwierdziłem, że nadaje się do publikacji i że nie będzie z tego żadnej żenady 😀

chciałbym.

Chciałbym ci powiedzieć dzień dobry, kiedy się nudzisz,
Chciałbym ci powiedzieć dzień dobry, gdy ze snu się budzisz,
chciałbym ci powiedzieć dzień dobry, kiedy się smucisz,
chciałbym ci powiedzieć dzień dobry, gdy za oknem plucha,
Hej! czy ty mnie jeszcze słuchasz?
bo wiesz, chciałbym ci jeszcze tyle słów powiedzieć do ucha.
Chciałbym ci powiedzieć, jak piękny jest świat o świcie
i jak wspaniałe jest z tobą życie.
A przede wszystkim, chciałbym ci powiedzieć, że wiem, jak bardzo kocham cię.

Kategorie
Ogólno-społeczna

Dmuchociąg

Witajcie

Mam dla was zagadkę. Co to jest dmuchociąg. Jest to słowo nazwa, wymyślone przez Martynę na jedno z urządzeń, znajdujące się w kuchni niemal każdej.

Kategorie
Biografia - nie biografia

Biografia, nie biografia – Martyna suplement do cz. 5.

Jako suplement, postanowiłem jeszcze dopisać kilka słów do tego, co już wiecie. Kiedyś pewnej nocy, zapytałem Martyny, co skłoniło ją do tego, że zainteresowała się właśnie mną, bo przecież w naszym przypadku z punktu widzenia świata to nie może się udać. Za wiele jest przeciwności. I zacząłem jej je wymieniać. Posłuchaj Martynko, ale przecież po pierwsze i chyba najważniejsze w tym wszystkim, to jest różnica wiekowa jaka między nami zaistniała, pamiętasz ją? nie? no to przypominam, że między nami jest 24 lata różnicy. Czy po myślałaś, co będzie kiedy ja osiągnę 70 lat? ile wtedy ty będziesz miała? Ze strony martyny padła odpowiedź: "To nie jest ważne, ważne jest to, żebyśmy się między sobą dogadywali". Ok. Po drugie, obecnie jestem osobą nie pracującą i mam tylko rentę, na dodatek socjalną. Martyna: "Nieszkodzi, pujdziemy do pracy i jakoś damy radę". Ja, a co będzie, jeśli nie znajdę pracy tak szybko, jakbyśmy chcieli, od choćby na mój wiek? I jeszcze jedno, jak zapewne wiesz, mieszkam w mieszkaniu socjalnym, z którego w każdej chwili mogę wylecieć z różnych powodów. Choćby z takiego, że jak zacznę pracować, mogę przekroczyć kryteria założone w przepisach i wylądujesz ze mną niewiadomo gdzie. Martyna: "Nieszkodzi, jakoś damy radę, bo w końcu nie kasa jest najważniejsza A w razie co, wynajmniemy coś". Bądź ze mną szczera Martyna i powiedz mi dlaczego ja? Martyna: "Nic na to nie poradzę, że zawróciłeś mi w głowie". I Jak tu zbić taki argument? Ma ktoś jakiś pomysł? Tych pytań było więcej i na niemal wszystkie ona miała odpowiedź z argumentami nie do zbicia. cóż mi pozostało? chyba pogodzić się ze swoim losem, którego nie planowałem. Cały nasz związek, martyna zainicjowała, a ja dałem się ponieść fali uczuć i tak płyniemy, a gdzie zapłyniemy? Czas pokaże. Morze uczuć to szerokie morze z naciskiem na słowo szerokie, ale w komentarzach zauważyłem zdanie, że jak nam się uda, to mam do pisać ciąg dalszy. A zatem, jak się uda, obiecuję, że dopiszę, a póki co, to tyle w kwestii Martyny. Sam bym sobie też życzył, żeby nam się udało, ale jak zawsze, życie zweryfikuje wszystko.

Kategorie
Biografia - nie biografia

Biografia, nie biografia – Martyna cz. 5 Ostatnia.

Po wizycie w niemieckiej klinice, Martyna zaczęła szybko wracać do zdrowia i mogliśmy zacząć całą akcję z jej przeprowadzką do Wrocławia z którą też niemało mieliśmy przejść. Tak na marginesie, to Martyna ma dość specyficzny styl myślenia, ponieważ, kiedy już udało mi się z nią skontaktować po tej niepokojącej ciszy, i kiedy już nareszcie odezwała się z niemiec na messengerze, zapytałem jej, dlaczego nic mi nie powiedziała. Na to ona: "Przepraszam, ale nie chciałam cię denerwować". Chyba lepiej jest wiedzieć, że ktoś gdzieś tam jest, niż zadręczać się milczeniem tego kogoś no nie? Kiedy ona milczała i była niedostępna, ja wiedząc o jej problemach zdrowotnych, wyobrażałem sobie różne scenariusze, że może ktoś się spóźnił i ona już z powodu tego krwotoku przeniosła się do nicości, a może jest nieprzytomna i cierpi, a ja nic nie mogę zrobić itp. Jej dolegliwości, okazały się dość poważne stąd i moje obawy o nią. No ale wracajmy do przeprowadzki. Pierwsze problemy zaczęły się już na samym początku bo szukaliśmy jakiegoś w miarę taniego transportu, który przewiózłby cały majdan Martyny z Białego stoku, do Wrocławia. Obdzwoniłem wiele firm transportowych, ale każda miała tak zaporowe ceny, że powoli zacząłem tracić nadzieję, na powodzenie naszego przecięwzięcia. Mieliśmy od naszych znajomych wiele pomysłów włącznie z tym, żeby wysyłać na raty paczki po 7 kilo z adnotacją, że jest to dla osoby niepełnosprawnej. Powiem wam, że dzisiaj, jak już widziałem te kartony, to byłby to pierwszy pomysł, jaki bym odrzucił na samym początku. Realizując ten pomysł, po pierwsze zbytnio rozciągnęłoby się to w czasie, a po drugie, szkoda było miejsca w tych kartonach na jedyne 7 kilo. One aż się prosiły o większy ładunek i tak zaczęło się poszukiwanie kartonów. Przez niemal dwa tygodnie, Martyna przemierzała Biały stok od sklepu do sklepu, pytając o jakieś duże kartony i przez dwa tygodnie nie przynosiło to żadnych rezultatów. Wiem jak było, bo kiedy ona podróżowała po sklepach, cały czas byłem z nią, że tak powiem na linii i słyszałem jak jej w sklepach odpowiadano. Po tych dwóch tygodniach niepowodzeń kartonowych, Martyna nawiązała kontakt przez messengera ze swoim przyjacielem, który jest w anglii i opowiedziała mu o naszych kartonowych problemach. Okazało się, że ten jej przyjaciel, pracował kiedyś w jednej z Białostockich biedronek i że zna kierowników tejże. Zadzwonił do swojej byłej pracy, po gadał z kim trzeba, po czym, przekazał Martynie radosną wiadomość, że kartony będą na nią czekać rano w konkretnej biedrące. Następnego dnia pojechała pod wskazany adres, ale okazało się, że przyjechała jeszcze za wcześnie, i że obiecane kartony nie są jeszcze puste, więc kazano jej przyjechać tego samego dnia około 16stej. Kiedy nadeszła chwila ponownej wizyty w biedrące, Martyna zamówiła taksi i pojechała. Tym razem czekało na nią 7 kartonów, które tą samą taksówką przywiozła do siebiei zaczęło się wielkie pakowanie. W jakieś dwa dni już była spakowana, tyle, że nie do końca, bo nadal brakowało jej przynajmniej pięciu. Teraz już Martyna miała namiary na kierownictwo biedronki, więc zdobycie kartonów stanowiło mniejszy problem i po jakimś czasie i to się udało, ale nadal wisiał nad nami problem transportu tych kartonów z Białego stoku do Wrocławia. Do dzwoniłem się wreszcie, do białostockiej spedycji, gdzie radośnie po informowano mnie, że Martyna powinna zakupić paletę i spakować wszystko na tą właśnie paletę, bo tak będzie taniej, problem tylko był taki, że Martyna mieszkała w blokowisku, a pani w spedycji powiedziała mi, że na samochód który miałby zabrać paletę, trzeba czekać do 72 godzin. Ech no to świetnie pomyślałem sobie, jestem ciekaw jak Martyna to rozwiąże, przecież nie będzie trzech dób siedzieć przed blokiem i pilnować palety, żeby jej nikt nie rozkradł i tu też zaczęło się kombinowanie i rozmyślanie, kto mógłby jej udostępnić kawałek własnej posesji na czas oczekiwania na samochód. Niestety, ale i tu niczego sensownego, nie udało nam się wymyśleć. Wróciliśmy więc do pierwszego pomysłu z szukaniem jakiegoś taniego w miarę transportu i umieściłem ogłoszenie na facebooku w czym pomogła mi również Julitka, jedna z eltenowiczek, której w tym miejscu pragnę po dziękować za zaangażowanie. Ani moje, ani Julitki ogłoszenia nie przyniosły rezultatu. A tak się mówi o koleżeńskiej pomocy, że wystarczy tylko dać ogłoszenie, a chętni "sami się po sypią". Teraz wiem, że to jedna wielka lipa. Przekonałem się o tym na własnej skórze. W kwestii ogłoszenia nie było, ani jednego odzewu. Jakoś uczepiłem się tej spedycji i wydzwaniałem do Babki i próbowałem ją wziąć na zwykłą ludzką litość, mówiąc jej, że Martyna jest schorowana, a zresztą jak pani sobie wyobraża, żeby dziewczyna sterczała przypalecie trzy doby, aż ktoś się zlituje i przyjedzie itp. Wreszcie babka powiedziała, że jak Martyna przyjdzie do niej któregoś dnia przed 12stą w południe, to może uda się wysłać samochód po paletę jeszcze tego samego dnia. Nooo, to już brzmiało nieco lepiej kilka godzin, to nie trzy doby no nie? Te kilka godzin, to Martyna chyba da radę. Wyszło jednak inaczej i dużo lepiej, bo Martyna na drugi dzień rano wybrała się do babki, a ta po wydrukowaniu listu przewozowego i zaadresowaniu, Dała Martynie numer do kuriera, który będzie mógł zabrać jej paletę do Wrocławia. Martyna zapakowała paletę wspólnie z kolegą i w 5 mniej więcej minut zjawił się kurier, który zabrał paletę. Martyna za całą przyjemność, zapłaciła około 200 pln i za dwa dni wyruszyła pociągiem na Wrocław. Dzień później przywieziono jej rzeczy, a na kolejny dzień drugą część przesyłki. TEraz uż nareszcie jest jak ma być i mieszkamy razem.

Koniec balu, panno lalu 😀